NAVIGAL

Logistyka dla wolności

Wojskowe i cywilne łańcuchy dostaw bywają do siebie bardzo podobne. Tyle, że w wypadku cywilnej logistyki problemy mogą skutkować nieświeżą sałatą w sklepie i stratami finansowymi, to od wojskowej zależy dziś życie tysięcy ludzi i historyczny podział kontynentu.

Światowa logistyka przechodzi dziś jeden ze swoich najważniejszych historycznie egzaminów. Po kluczowej roli w globalnej pandemii Covid teraz jej rola jeszcze wzrosła. Do bohaterskiej i płonącej Ukrainy płynie dziś z całego świata wielka fala pomocy. Równie ważne są leki i środki opatrunkowe, jak ręczne wyrzutnie przeciwpancerne, amunicja i bojowe drony. Same tylko Stany Zjednoczone przekazują ukraińskiej armii broń o wartości w sumie ponad pół biliona dolarów! A rakiety, karabiny snajperskie i amunicja nadjeżdża, nadpływa i nadlatuje tam z całego świata, od Europy po Australię. Wojsko nie byłoby w stanie sprawnie dostarczyć tak gigantycznych ilości broni bez mechanizmów opracowanych wcześniej przez światowy e-commerce.

Tym, co wyróżnia – szczególnie dziś – wojskową logistykę to fakt, że oprócz szybkiego transportu dochodzi tu jeszcze jeden krytyczny element. Bezpieczeństwo dostaw. Dlatego właśnie NATO, jak też pozostałe armie świata, sięgają po doświadczenie komercyjnych firm, których rozwiązania sprawdziły się w czasie pokoju. Porównując wojskowe wsparcie ukraińskiej armii z cywilnym e-commerce możemy powiedzieć językiem logistyki, że mamy do czynienia z gigantycznym militarnym „Black Friday”. Tyle, że adresaci czekają na towary w jednym kraju, operacja trwa prawie miesiąc (i potrwa jeszcze nie wiadomo ile), zaś na kurierów oprócz adresatów czekają też snajperzy i artylerzyści reżimu rosyjskiej dyktatury.

Materiały, których potrzebuje Ukraina, także w momencie, kiedy czytasz ten tekst wyjeżdżają właśnie z arsenałów NATO w całej Europie. Tu zaczyna się ich znana w logistyce „pierwsza mila”. W rzeczywistości to setki lub tysiące kilometrów z europejskich baz NATO do granic Ukrainy w Polsce, Słowacji, Rumunii czy na Węgrzech. Już tu wojskowi w porozumieniu z cywilnymi logistykami muszą zadbać o bezpieczeństwo transportu, w tym szczególnie ukryć go przed rosyjskimi satelitami szpiegowskimi oraz wywiadowcami, którzy mogą być aktywni wokół ważnych węzłów komunikacyjnych. Jeżeli Rosjanie zorientowaliby się co do zawartości takiego ładunku w Polsce czy na Słowacji nie spuściliby go z oczu dopóki nie zasypaliby go pociskami chwilę przed dotarciem do celu. Już dziś szef rosyjskiego MSZ grozi: „każdy ładunek,który zawiera broń dla Ukrainy staje się prawomocnym celem dla Rosji”

Jednocześnie kiedy kontenery z pociskami Javelin czy z dronami Kamikaze mijają Częstochowę lub Debreczyn dowódcy NATO sobie tylko znanymi sposobami kontaktują się ze swoimi ukraińskimi odpowiednikami. Muszą przygotować się do najtrudniejszego etapu operacji. Czyli odbioru przesyłki na ukraińskiej granicy i późniejszego dostarczenia jej jak najszybciej bezpośrednio front.

Porównując to do e-commerce można powiedzieć, że zaczyna się najtrudniejsza „ostatnia mila”, czyli końcowy odcinek, tuż przed dostarczeniem produktu. W cywilnej dystrybucji oznacza ona największe koszty i problemy w postaci błahych, ale trudnych do wyeliminowania przeszkód takich, jak brak miejsca do parkowania (kurier krąży wokół domu) czy nieobecność odbiorcy w domu. W ogarniętej wojną Ukrainie „ostatnia mila” to zbombardowane linie kolejowe, zasadzki jednostek specjalnych i rosyjskie myśliwce śledzące najważniejsze szlaki. Prawdopodobnie zaraz za granicą transporty są rozdzielane na mniejsze partie i dostarczane jak najszybciej na front. Tu nie ma nieodebranych przesyłek. Największym zagrożeniem jest to, że odbierze je niewłaściwy adresat.